Dzięcioł duży (Dendrocopos major) / Great-spotted woodpecker
W weekend nie było dobrej pogody na zdjęcia – mimo to postanowiłem zaryzykować się zabrać ze swoim aparatem na “birdwatching”
Nauczyłem się, że nie raz i w taką pogodę można coś ciekawego spotkać – no i znowu miałem szczęście…
Pierwsze podejście
Przy znalezionym, powalonym drzewie i rozmyciu tła przy 600mm oraz “ciepłemu” balansowi bieli udało się pozbyć wszechogarniającej szarówki jaka wtedy panowała. Młodego “Dużego” spotkałem w sobotę – niestety wtedy nie dał mi się podejść zbyt blisko – mimo to zrobiłem ze 100 zdjęć, które… wylądowały w koszu :/
Może tym razem
Nie lubię takich dni, więc w niedzielę tym bardziej wróciłem w to miejsce zmotywowany zrobiłem małą zasiadkę z otaczających gałęzi i czekałem. Myślałem, że znowu “nici” z tego wszystkiego – bo w tym miejscu panowała kompletna cisza – nie było słychać żadnych innych ptaków
Po godzinie siedzenia nagle zaczęło się coś zmieniać! Niesamowite uczucie – jakby wszystko nagle powracało do życia – choć myślę, że po prostu zaczęła się godzina obiadowa ptaków
Trzeba było mieć tylko nadzieję, że mój “młody przyjaciel” także wróci w to miejsce. No i wrócił

Trzeba przyznać, że młode ptaki nie są jeszcze tak bardzo nieufne w stosunku do ludzi jak dorosłe osobniki.

Śliczne ma upierzenie – niesamowite kontrasty: biały, czarny i czerwnoy.

Na górze widać kawałek słoniny, którą zostawiłem dla sikorek – "Młody" lekko ją skubną, ale mu nie zasmakowała i wrócił do swojego "menu".

Wcześniej "stołował się" tutaj Dzięcioł Czarny – obumierające, zwalone drzewo jest bogatym źródłem pokarmu.

Ptaki są bardzo ruchliwe, ciężko złapać je w locie… czy choćby w takim podskoku :D

Po tym ujęciu zrozumiałem, że muszę mieć co najmniej 1/1000s by go złapać w locie w taką pogodę… (ISO 1600, f7.1, 600mm).
Zasiadka
W sobotę siedziałem między 11:00 – 14:00, a w niedzielę od ok. 09:00 – 15:00. Dobrze, że miałem ze sobą “wędkarskie” krzesełko (prezent od rodziców – dziękuję!), które znacznie mi ułatwiło oczekiwanie na te kilka ujęć
Niestety po tych paru godzinach – strasznie “ciągnie” zimno (zwłaszcza od lodu) i trzeba uciekać, żeby się ogrzać… Poza tym są same plusy tak spędzania czasu, który wtedy leci szybciej niż by się mogło wydawać


Świetna seria :). Powtarzam się, ale raz jeszcze muszę Ci pogratulować takiej wytrwałości w czatowaniu na ptaki. Jednak takie ujęcia chyba rekompensują wszystko. Btw, faktycznie ślicznie upierzony ptak.
Kamilu – a co mam lepszego do roboty w weekendy niż takie siedzenie – hehe
Sama przyjemność, choć czekam już na wiosnę – może uda mi się kiedyś zrobić taki post z “terenu”, siedząc oparty o drzewo z “lapsem” na trawie
Jest post z “dzięciołkiem” . Jednak się opłaciło
drugie podejście
. Bardzo fajny wydaje się ten osobnik
Ciekawe czy kiedyś
jakiś tak blisko do Ciebie podleci i usiądzie hehe
. Mimo tego dystansu coś w tym jest ekscytującego.
Post z “prawdziwym” Dzięciołkiem jest tutaj
A tak serio to był już bardzo blisko – usiadł na gałązce obok jakieś 2m – piękny ptaszek
Może jak się jeszcze “zleję” z tłem to pomyli mnie z drzewem i usiądzie
Pomijając urok ptaka
to ja jestem zachwycona techniczną stroną tych zdjęć. One są perfekcyjne.
Cieszę się, że tak uważasz – dziękuję
Piękna seria Wojtek
prawda, że warto pomarznąć kilka godzin?
Oj, warto, warto